Od zespołu redakcyjnego
Zapraszamy do WCWI! To druga odsłona portalu Wędkarskiego Centrum Wymiany Informacji. Funkcjonalnie, graficznie, multimedialnie poprawiono całą witrynę. Większość najwartościowszych zasobów z poprzedniego portalu zostało po kilku miesięcach pracy Zespołu umieszczone w nowych, internetowych realiach. Czytelników i użytkowników prosimy o uwagi i komentarze.
     * Istniejemy od 26 lipca 2001 r. * To już 4449 edycja WCWI! *
Advertisement
 
Interaktywnie na WCWI
Start
Trybuna Ludu
System Forów
Galeria fotograficzna
Linkownia
Tablica ogłoszeń
Przewodnik po portalu (FAQ)
Katalog główny artykułów
Start
Formy dziennikarskie i literackie
Wędkarz i ekosystem
O rybach dla wędkarzy
Metoda spinningowa
Metody gruntowe
Wędkarskie obsesje
Sztuczna muszka
Politechnika wędkarska
Wielki Informator WCWI
Turystyka wędkarska
Wędkarskie Kroniki
Start arrow Metoda spinningowa arrow O spinningu ogólnie arrow Spinning - refleksje nad drogą do specjalizacji
   
 
Spinning - refleksje nad drogą do specjalizacji Drukuj E-mail
Metoda spinningowa
O spinningu ogólnie
Napisał(-a) Maciej Cezak *kromlech*   
dnia 24.09.2003

Moją ulubioną metodą jest wędkarstwo spinningowe. Chciałbym podzielić się swoimi refleksjami na temat tej odmiany wędkarstwa. Jak większość z nas zaczynałem, jako smarkacz, który przypadkiem dostał do ręki kij od wędkarza i został zahipnotyzowany na całe życie.

Zaczynałem standardowo: bambus z przywiązaną żyłką Stomil 0,30 (albo grubszą) i siedziałem godzinami nad wodą, topiąc robaka w oczekiwaniu taaakiej ryby. Potem zrozumiałem, że do ryby trzeba subtelniej i w różnorodny sposób. Wypróbowałem chyba wszystkie metody wędkowania, ale gdy na prowadzonej wahadłówce zawisł pierwszy szczupak wiedziałem, że to jest to.

Pokochałem sportowy połów drapieżników z paru względów. Po pierwsze uwielbiam się szwendać, zaglądać w różne zakamarki i poznawać wodę. Po drugie uważam, że jest coś pięknego w chwili, gdy oczekując brania poczujesz szarpnięcie na wędzisku, nie zobaczysz, ale właśnie poczujesz. Po trzecie to bezpośrednia walka z rybą, "mortal kombat", w którym przy zastosowaniu reguł fair play ryba ma takie same szanse jak ty i często wygrywa.

Co do metod, zmieniały się u mnie ewolucyjnie. Najpierw były blachy duże i grube. Potem zdobywałem pierwsze mepsiki i moje faworytki HRT. Kiedy woblery zjawiły się na rynku zbierałem fundusze na upatrzona rapalę i szybko ją traciłem w zaczepach. To mnie zniechęcało do głębszego penetrowania rynku woblerowego. Wreszcie gumki zawładnęły moim pudełkiem i królują w nim do dziś

Patrząc na różnorodność sztucznych przynęt w sklepach, mam nieodparte wrażenie, że ktoś chce zrobić interes na uzależnionych spinningistach. No, bo przecież i tak nie damy rady wypróbować wszystkich kolorów, kształtów i wielkości. A gdybyśmy kupili wszystkie modele i na zmianę je próbowali nad wodą to trzeba by było sprzedać dom i nad jeziorem rozbić szałas. Dlatego uważam, iż o powodzeniu w połowach drapieżców decyduje w pierwszym rzędzie znajomość charakteru i zwyczajów gatunku, następnie dobra obserwacja tego, co dzieje się aktualnie nad wodą. Zakładając przynętę kieruje się intuicją z założeniem, że ryba zaatakuje to, co najbardziej przypomina jej śniadanie lub kolację na danym łowisku. Owszem, powie ktoś, że często atakują jakieś kolorowe badziewia, niczego nie przypominające. Ale według mnie to tylko kaprysy - ot przywalić temu czemuś, co się pęta po moim terenie.

Każdy ma swoje sprawdzone pewniaki wśród przynęt. Ja też, a co!

Szczupak: rippery i kopyta żółte i pomarańczowe, ale łagodne w tonacji z czarnymi grzbietami. Obrotówki "dwójki" i "trójki" typu long, złote i białe.

Okoń: twistery brązowe, żółte, oliwkowo - zielone, w podobnej tonacji ripperki oraz obrotóweczki z elementami czerwieni i to nie te najmniejsze - szczególnie na dużych rzekach zakładam duże jak na okonie blaszki.

Boleń: właściwie tylko jeden typ kopyta - biało opalizujący z brokatem i czarnym grzbietem.

Sandacz: podobnie jak na bolenia plus taka sama wersja, ale z błękitnym grzbietem
Na inne drapieżniki nie mam sprecyzowanych poglądów, więc nie będę wymyślał.

I słowo o prowadzeniu i wabieniu. Kto miał akwarium w domu ten wie jak zachowuje się chora ryba i tak prowadzi przynęty większość z wędkarzy. Mam jednak wrażenie, że szczupak nie chce jeść chorej ryby - ja bym nie chciał. Raczej połakomiłbym się na obżartą, intensywnie żerującą w typowym miejscu, która po posiłku ociera się gwałtownymi ruchami o kamienie i łodygi roślinności. Rybka obżarta jest znacznie mniej ruchliwa, dlatego właśnie w podobny sposób prowadzę przynęty, imitując zdrowe, dorodne rybki, które wydają się łatwą zdobyczą, jakby ślepe nie widziały zagrożenia.

Kiedy coś jeszcze przyjdzie mi do głowy o spinningowaniu, to napiszę. O, już wiem nawet, co. O różnicach między drapieżnikami w rzekach i wodach stojących.

Kromlech


Wybrane komentarze:

wedkoholik:
A ja nie pożegnałem się ze starymi przynętami. łowię do dziś na wszystkie z wymienionych.
ciernik:
Mnie też się wydaje, że szczupak tylko w ostateczności atakuje chorą, powiedzmy pokaleczoną rybę, a zresztą ile pływa takich nie wpełni sprawnych uklejek, jedna na 100 wiec dlaczego akurat tą niesprawną mam naśladować ????

Ja też łowie gumkami i to gumy lubie najbardziej. Prowadzę je oczywiście niejednostajnym tempem, zmieniając dość czesto predkosc prowadzenia, oczywiscie z regularnym opuszczaniem gumy na dno, bardzo rzadko z kolei prowadze gume skokami, zygzakiem (to sie chyba nazywa jigowanie), bo niby jak to ma przypominac ruch drobnicy, przeciez ryba nie porusza sie jak zaba, a wcale nie zaobserwowalem zeby ten sposób prowadzenia przynety tzn. skokami był skuteczniejszy od innych. Bzdura !!!!

Co do różnorodności gumek, tzn. ich kolorów, uważam, że kilkadziesiąt różnych kolorów (bo nie wiem dokladnie ile oferuje "Relax", Mann's, Storm), to zdecydowanie za dużo i absolutnie niepotrzebna jest taka ilosć. Np. na okonia mam kilka sprawdzonych kolorów i na nich bazuje. Tak samo na inne drapieżniki. Zdrugiej jednak strony fajnie, że jest aż taka masa sympatycznych gumisiów.

Poza tym identyfikuje sie z tym co napisaleś, a spinning darze dokladnie takimi samymi uczuciami.

Istotą spinningu, tak mi sie wydaje, jest wlaśnie ów element zaskoczenia, może nie jest to jakieś efektowne bo nie widać spławika, nie ma bąbki, ale jest to fantastyczna sprawa przynajmniej dla mnie...

powodzenia
niech Ci nadgarstek służy jak najdłużej ;)
wedkoholik:
Ciernik to dla nas, a nie dla ryb produkuje się gumisie w tylu kolorach. Ja staniesz przy ladzie to nie jednego czy dwa, a kupisz ich 50. Oto właśnie chodzi producentowi. Chociaż pamiętam jak dziś, gdy zmieniałem kolory i kształty i nie miałem pobicia. Ręce mi opadały od zniechecenia. W końcu założyłem brokatowego fioletowego oczojeba, bo nie widziałem już wyjścia i w trzecim rzucie siadł mi sandał. Do końca dnia rzucałem tym fioletem i złapałem jeszcze dwa szczupłe. Jak to nigdy nic nie wiadomo. Ciernik jadę na szczupaki, na dużo szczupłych, a może tylko tak mi się marzy.
Krys:
ja mam nieco inne obserwację znad wody. nie znaczy to, że mam rację, raczej świadczy to o tym, że ryby są zagadką, której nikt nie odgadnie do końca. podam przykłady: piszesz, że nie łapiesz z opadu, cóż ja ostatnio łapę tylko tak bo inaczej nie ma żadnych brań, a z opadu są:)szczupłe , okonie itp. mówię tu o jednym zbiorniku na innych łapę inaczej. Jeżeli chodzi o chorą rybkę to powiem jedno jest taki wobek dead fish Dorado, załóżcie go i połapcie nim na niezbyt głębokiej wodzie, tzn. poudawajcie chorowita rybkę, efekt murowany...:)
generalnie wydaje mi się, że spinningu trzeba sie ciągle uczyć....czytać, słuchać , eksperymentować
nad wodą, a przede wszystkim często nad nią być. Czasami zamiast od razu lecieć z wywieszonym jęzorem nad wodę, warto przysiąść na chwilę zastanowić się, popatrzeć posłuchać wody a wtedy już w pierwszych rzutach można mieć branie. a co jest lepsze jako przynęta nie będę rozstrzygał gdyż sam łapę na wszystkie ich rodzaje i twierdzę, że wszystkie są łowne w zależności od pogody, pory roku, poławianego gatunku i zbiornika rzecz jasna....
ciernik:
Jak najbardziej łowie z opadu. Może źle sie wyraziłem. Podnosze gume z dna, czesto przekrece jeszcze korbke i guma opada na napiętej żyłce, z tą różnicą jednak, że gdyby prześledzić tor prowadzenia mojej przynęty to na pewno nie przypominał by on 150 zębów piły tylko np. 30 zębów i nazwałbym go piła z powyłamywanymi zębami (taki uszkodzony brzeszczot :) Po prostu gume opuszczam na dno rzadziej i nieregularnie
MarekC:
a ja nie lubię łowić na gumki i zakładam je gdy inne przynety zawodzą. Wolę obrotówki, wachadłówki i wobki, a ostatnio streamery i mokre muszki :-)

Jesli chodzi o moje typy :

- sandacz : woblerki uklejopodobne z ciemnym i niebieskim grzbietem, długość 5..11 cm, obrotówki long nr 1 do 3 srebrne, bez żadnych nadruków i grawerek, streamer średnio-obciążony srebrny tułów, skrzydełka na dół niebieskie włosie, na to srebrne rozplecione sznureczki, a gdy pozwalają na to warunki - duży twister z brokatem (seledyn, wiśniowy, motor-oil) z główką 10..12 gr (tym szoruję po piaszczystym dnie)

- szczupły : obrotówki nr 2..5 paletka typu Comet kolory różnej maści, ale najchętniej Coca-Cola (srebrna w ukośne czerwone paski), wachadłówki rozmiar 2..3 Alga, Gnom, czasem Kaleva, pękate wobki z zielonymi lub brązowymi grzbietami i czerwienią lub pomarańczowymi akcentami na brzuchu, duże najróżniejsze streamery...

- Kleń : obrotówki paletka Aglia nr 1..2 najchętniej całe białe, srebrne, Coca-Cola, prowadzone między kamieniami i kołkami faszyny, wobki od małych 2..3 cm ośliczek do 7 cm uklejopodobnych, mokre i suche muszki typu Coachman, Red Tag, spore chrusty

- okoń : obrotówki nr 1..3 paletka Aglia lub long z czerwonymi akcentami, żółtymi nalepkami, najlepiej łowiło mi się kupionymi kiedyś na Mazurach - czerwona nalepka o kształcie żeberek (???) między którymi były czarne kropki, biała paletka z czarnymi akcentami, wachadłóweczki nr 1, puchowce w kolorach żółtym, czerwonym, czarnym z błyszczącymi akcentami, mokre muszki w kolorach przypominających robaczki występujące na łowisku..

- boleni łowię bardzo mało i miałem je na obrotówki wielkości 1 z paletką Comet - srebro z czerwonymi kropkami

- sumki złowiłem dotychczas 2 na spore obrotówki HRT
LWB:
Po wypróbowaniu wielu przynęt przez wiele lat powróciłem do przekonania, że mniej ważne jest co się ciąga a ważniejsze gdzie i jak.
P.S. Ta żyłka do bambusa to była pewnie ze Stilonu a nie ze Stomilu. Stomil też robił coś dla wędkarzy, ale Ty wtedy tego jeszcze nie używałeś ;-) (myślę oczywiście, świntuchy, o woderach)
Klon:
Ja zaczynając przygodę ze spiningiem prawdopodobnie jak większośc tu spiningistów pamiętających kartki na mieso i takie tam zaczynałem od wszelkiej maści blaszek. Ale zawsze faworyzowałem obrotówki. Nawet teraz nie mam w swoim arsenale ani jednej wahadłówki (błąd). Potem jakoś okres woblerów przegapiłem i przeszedłem na tak zwane gumisie (ulubione Mansa) i tak już zostało do tej pory. Blaszki zacząłem używac sporadycznie. Ale ostatnio zainteresowałem się łapaniem na woblery i musze przyznac , że przyniosło to efekty. Własnie czekam na dostawę 20 sztuk od Michała Osińskiego. Z blaszkami też chyba się przeproszę bo zauważyłem, że drapieżnik sie do przynęt gumowych przyzwyczaił i nie reaguje tak jak kilka lat temu. Moim zdaniem w grę przy łapaniu wchodzi równiez aspekt ekonomiczny. Najtaniej zdecydowanie jest łapac na gumki, na drugim miejscu pod tym względem sa blaszki , a potem woblery. Skutecznośc każdej z tych przynęt jest różna w każdym łowisku. Nie można powiedziec , ze zawsze wobler jest skuteczniejszy niż blacha.
Natomiast są łowiska bardzo trudne z dużą ilością zawad i podwodnych przeszkód gdzie mozliwośc utraty wabika jest duża.Wtedy decyduję się na główkę jiggową plus gumkę z tego względu , że to gwarantuje najmniej zaczepów i utrata takiej przynęty najmniej boli.
Guru:
Spinning ach ten spinning!!!!! i tylko spinning!!!
Każdy z nas ma swoje typy i każdy z nas jest kolekcjonerem przynęt> w pewnym momencie dochodzi do tego, a wiem to z własnego doświadczenia iż w domu stoii pełna dwudrzwiowa szafa, a na rybki zabieram dwa trzy pudełka z wypróbowanymi gumkami woblerkami standartami i tajnymi wynalazkami. Różnorodność przynęt mówie tu o kształtach, kolorach, brokatach, dodatkach i tym podobnych wynalazkach to istna zabawa w ciuciubabke. Jedno czy dwa brania na określoną przynętę sprawia iż trafia ona do naszego arsenału na stałe jako pewniak. Mało jest ludzi którzy biorą pod uwagę fakt iż nie trudno sprowokować do ataku drapieżnika w momencie gdy naprawde jest aktywny a gama "pewniaków " rośnie i rośnie. "na to miałem dwa na zalewie, a na tamto trzy na Śniardwach " słyszymy od każdego z nas, a w gruncie rzeczy idealnych przynęt uniwersalnych poprostu nie ma!!!!!!!!!!!! Każdy woblerek, gumka, obrotówka, czy cokolwiek innego sprawdza sie tylko że w określonych warunkach i sztuką jest nie posiadanie 100% pewniaków, a umiejętność "czytania" wody wtedy o dopasowanie odpowiedniej przynęty nie będzie trudno. Pamiętac należy także o tym, że nie tylko chęć zdobycia pokarmu prowokuje drapieżnika do ataku - rywalizacja z innymi osobnikami tego samego gatunku na określonym obszarze czy bodźce seksualne to też czynniki o dużym znaczeniu. WIĘC - CZYTAJCIE WODE I ZDOBYWAJCIE DOŚWIADCZENIA ABY ZROZUMIEĆ ZACHOWANIA DRAPIEŻNIKÓW W ICH WŁASNYM ŚWIECIE!!!!!! a wtedy do sukcesów już tylko malutki krok!!!!!
Pozdrawiam Marek
ONLY SPINNING!!

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
Prosze zaloguj się i dodaj komentarz.

Komentarze
Spinning - refleksje nad drogą do specjalizacji
Dodane przez P_I_O_T_R_E_K w dniu - 2010-03-23 16:23:42
"przy zastosowaniu reguł fair play ryba ma takie same szanse jak ty i często wygrywa." - na prawdę śmieszą mnie tego typu teksty. 
Ryba, szczególnie większa, waleczna i doświadczona ma duże szanse na ucieczkę z naszej wędki, wypięcie się, ucieczkę w zaczepy czy zerwanie żyłki... ale równe szanse ? Chcesz równych szans ? Jeśli kiedyś zatniesz bardzo sporą rybę utnij żyłkę i do uciętego końca dowiąż drugi haczyk, po czym wbij go sobie w wargę. No i masz fair play. Ciekawe kto teraz wygra :P (a tak na serio to i tak nie byłoby fair play bo rybka musiała by być wielkości wędkarza a i tak odczuwałaby ból inaczej niż Ty...). Fair play będzie wtedy, gdy po szybkim holu pozwolisz rybce wrócić z powrotem do wody - może przyjdzie Ci jeszcze się z nią zmierzyć w przyszłości. 
 
 
"Mam jednak wrażenie, że szczupak nie chce jeść chorej ryby - ja bym nie chciał." - Gdybyś był szczupakiem to uwierz mi podobała by Ci się perspektywa "darmowej wyżerki". Rybka chora w znaczeniu zraniona, słaba jest doskonałym łupem dla drapieżnika. Taka rybcia jest dużo łatwiejsza do upolowania niż zdrowa, szybka, będąca w pełni sił rybka - nie musi za nią gonić, wystarczy podpłynąć i kłapnąć paszczą :) 
Pozdrowienia.

Powered by AkoComment 2.0!

 
 
 
Up Up
W portalu stosujemy pliki cookies w celach statystycznych. Korzystanie z witryny ze standardowymi ustawieniami przegladarki oznacza, że będa one umieszczane w Twoim urzadzeniu końcowym.
Kontynuacja przegladania portalu bez zmiany ustawień oznacza akceptację użycia plików cookies. Więcej w "Regulaminie korzystania z WCWI".