Od zespołu redakcyjnego
Zapraszamy do WCWI. To największy wędkarski serwis w polskiej sieci, ponad 4 tysiące artykułów, kilkadziesiąt tysięcy komentarzy, porad, wypowiedzi na forach, zdjęć i odsyłaczy... Wszystko opracowane, zredagowane i wystawione na publiczny użytek tysięcy Czytelników.
     * Istniejemy od 26 lipca 2001 r. * To już 4285 edycja WCWI! *
Advertisement
 
Interaktywnie na WCWI
Start
Trybuna Ludu
System Forów
Galeria fotograficzna
Linkownia
Tablica ogłoszeń
Przewodnik po portalu (FAQ)
Katalog główny artykułów
Start
Formy dziennikarskie i literackie
Wędkarz i ekosystem
O rybach dla wędkarzy
Metoda spinningowa
Metody gruntowe
Wędkarskie obsesje
Sztuczna muszka
Politechnika wędkarska
Wielki Informator WCWI
Turystyka wędkarska
Wędkarskie Kroniki
Start arrow Metody gruntowe arrow Zanęty w metodach gruntowych arrow Zanęty. Nie dajmy się nabijać w butelkę
   
 
Zanęty. Nie dajmy się nabijać w butelkę Drukuj E-mail
Metody gruntowe
Zanęty w metodach gruntowych
Nadesłał(-a) Jarosław Porczyński *jarpo*   
dnia 10.02.2005

Na początku chciałem pójść na łatwiznę i sprawdzić, z jakich składników są produkowane firmowe zanęty. To niestety (jak wszystkim wędkarzom wiadomo) nie jest takie proste, bowiem żaden producent nie podaje na opakowaniu składników!!!

Zastanawiam się czy to jest zgodne z kupiecką uczciwością (piszę kupiecką, bowiem zanęty kupuję w sklepie, a nie bezpośrednio u producenta i wymagać tylko tam mogę), która chyba nakazuje przedstawić pełną informację o produkcie. Przecież kupując jakikolwiek produkt spożywczy na opakowaniu mam wyszczególnione wszystkie (powiedzmy, że wszystkie) składniki. Owszem zgadzam się, że diabeł tkwi w szczegółach i szczególna skuteczność zanęty może wynikać z użycia tego, czy innego atraktora, biostymulatora, czy też innych wynalazków, ale na Boga, czy muszą ukrywać czy w danej zanęcie jest bułka tarta, biszkopty, czy kukurydza? A może nie piszą, co tam jest, bo są tam tylko zmiotki z młyna? Przecież chyba nie wszyscy producenci tak postępują?

Czy takie postępowanie jest legalne i czy my wędkarze nie zasługujemy na więcej szacunku z ich strony (o rybach nie wspominając)? Przecież to my wydajemy na zanęty ciężko zarobione pieniądze. Niekiedy więcej wydajemy na „pożywienie” dla ryb niż dla siebie. Może kiedyś to się zmieni w tej chwili pozostaje nam kupować i nic nie gadać lub spróbować zrobić zanęty samemu korzystając ze składników kupionych na bazarach, targach, sklepach i hurtowniach.

Zacznijmy od ekonomii

  1. Na początku musimy przeliczyć dokładnie ile kosztuje nas kupna zanęta, a ile kosztowałaby nas gdybyśmy ja sami sporządzili. Jeśli wyjdzie, że sporządzona przez nas jest droższa (na logikę nie może tak wyjść, a jeśli wychodzi to znaczy, że sprzedają nam bezskładnikowy chłam) od gotowej dajemy sobie spokój. Aby to policzyć musimy znać ceny zanęt firmowych i własne przepisy na zanęty, na podstawie których wyliczymy ile kosztują poszczególne składniki.
  2. Sprawdzamy czy bardziej opłaca nam się samemu produkować tak zwaną bazę zanętową i później ulepszać ją już pod konkretna rybę czy może od razu „produkować zanęty na konkretną rybę, typ łowiska i metodę połowu.
  3. Możemy znacznie obniżyć koszty, gdy składniki zakupimy w większej ilości bezpośrednio u producenta. Sytuacja ta będzie miała miejsce, gdy kilku przyjaciół wędkarzy połączy swe siły i dokonają zakupów wspólnie.

Tyle moich przemyśleń na początek. Zapraszam kolegów do współpracy, gdyż to zadanie ze względu na ograniczenia czasowe i niedostateczną wiedzę o roli poszczególnych składników w zanęcie w tej chwili niestety mnie przerasta. Aby dokładnie wypróbować zanętę na łowisku potrzeba wielu wędkarzy, gdyż zanęta powinna być sprawdzona na różnych łowiskach i w różnych warunkach atmosferycznych.

Myślę, że cdn.

jarpo


Wybrane komentarze:

Sorg
Heh witam fajnie że cosik napisałeś na ten temat.W sumie fakt masz racje nam wędkarzom należy się to byśmy wiedzieli co jest w zanęcie, ale razcej nei ma na to co liczyć, przede wszystkim dlatego że: producenci zanęt eksperymentują ze składem przez wiele lat, wcale w sumie nie dziwie im się po częsci, wszak pracowali na to latami, a nikt im tego nie zapewni że w tak pięknym kraju jak Polska nie doszłoby do podróbek na których tracilibyśmy my, producenci renome i ryby- zanętyu muszą być też odpowiednio przygotowane,żeby ulegały w znacznym stopniu biodegradacji a temu w znacznym stopniu pomaga odpowiednie prażenie. Dwa raczej nie sądze żeby zanęty produkowane przez nas były tańsze chyba że najprostsze, bez wymyślnych receptur.Produkty kupujemy z reguły detalicznie nie hurtowo jak producenci,więc tym samym koszta wzrastają, do tego dochodzi odpowiednie prażenie poszczególnych składników. A w sklepie nigdzie nie kupisz takich składników jak coco-belge, copra, fiente czyli odchody golębie, bułki kolorowe, i wiele innych których nie kupisz w spożywczym.Heh przyznam że ja też kiedyś robiłem zanęty i całkiem skuteczne były ale niestety nie kalkuluje się to z mojego punktu widzenia !!!! Pozdrawiam Jarek
taurus
Poruszyłeś bardzo ciekawy temat. Od dawna wiadomo, że wielu przodujących producentów zanęt przerabia starocie cukiernicze. U jednego z tych producentów w leszczowej zanęcie często idzie znależć kawałki galaretki, cukierków toffi i innych starych słodyczy. Cóż, jak nam wiadomo wszystkie karpiowate a szczególnie karp i leszcz lubią zjeść słodko i tłusto :) I wtedy taka zanęta staje się skuteczna :) Przydało by się aby producenci zamieszczali skład zanęty ale nadal uważają to wszyscy za wielką tajemnicę.
Wedkoholik
Wówczas część ludzi zamiast kupować, sama by mieszała i sprzedawała według tych receptur, a paten na skład wisz chyba ile kosztuje. Receptura to pieniądz. I jeszcze jedno - ktoby kupił taką zanętę jak opisałeś, gdyby producent napisał uczciwie skład: śmiecie, zmioty z taśmy produkcyjnej wyrobów cukierniczych 70%, chleb tarty z odpadów piekarniczych 30% + dodatki zapachowo smakowe. :)))))
jaj
Zgadzam się, Bolku, i nie zgadzam zarazem. Jak ten wąsaty ode płota. Swojego czasu na Kanał Żerański kupowałem mieszankę v.d. Eyndego. Za straszne jakieś pieniądze - na gieldzie i pochodziła ona z walizkowego importu przez konduktorów wagonów sypialnych. Pachniała lepiej od ciast proszku dra Oetkera. Piernik, karmel, ziólka pierniczne, czekolada. I to wszystko można było wyczytać w Ingrediens... Bez podawania proporcji. Orzechy arachidowe, kukurydza, grys ziemniaczany, biszkopt, wafle słodkie, słod jęczmienny i pszenny - pamiętam jak dzisiaj. Pamiętam ten napis - zjedzenie nie zaszkodzi ludziom :) To był koniec lat 80 :) Normy unijne nie były tak ostre. Na końcu był napis - substancje atomatyzyjące, pobudzające i smakowe wg. receptury (nie pamiętam nazwiska, to był jakiś wielki mistrz, a ja się na mistrzach nie znam). Tak że skład da się podać bez niebezpieczeństwa wsypy. Nieważne - istotne jest to, że na DS robiłem po nocach istne spustoszenie w kanałowej populacji karasia i lina. Nie śniła mi się jeszcze wędkarska etyka, byłem wielkich domowym kucharzem i przetwornikiem. Robiłem weki - karasie smażone w zalewie octowej. Płaty linowe marynowane z piklami. Karasie i liny solone. Płatki wędzone na zimno z linów w oleju... O w mordę - kilka półek w piwnicy. Cała zima szczęścia. Ale nieważne - w życiu nie spotkałem takiej zanęty. Szła tylko do koszyczka. Z polskich mam zaufanie wyłącznie do zanęt Stępniaka, do czerwonego Championa ze Stilla w Kruszynie Krajeńskim - w tej wytwórni jadłem orzechy i inne słodkości bezpośrednio z dozowników oraz do zanęty Millenium w wiaderkach, nie pamiętam, kto to produkował. I ciekawostka zanętowa - kiedyś pisalem o producentach zanęt. Wpuszczono mnie na produkcję - warunek, że przyjeżdżam z zaskoczenia w "bezterminowym terminie" - do Stilla w Kruszynie, do Stilla w Miedzyrzeczu, do Stępniaka w Olsztynie, zgodził się też Czulak w Krakowie, ale nie dojechalem, gdyz z Wiadomości Wędkarskich zwalniałem się regularnie co półtora roku (pracowałem tam 3 razy :). Gutkiewicze i inne takie zasłoniły się tajnością receptur. Nigdy więc już nie kupię zanęty Gut-Mixa i kilku jeszcze producentów. Tak jak bigosu w przydrożnym barze. Natomiast raz skorzystałem z leszczowego przepisu Leszcza, nawiasem mówiąć, matka nie odsywała się do mnie dwa tygodnie za długotrwałe sakżenie mieszkania smrodem czosnku - prała wszystkie firany i dywany. Ale wyjazd do znajomych nad Notecią przyniósł mi jakieś niewiarygodne brania leszczy i karpików, które zwiały z pobliskiej hodowli. Inna sprawa, że zapach czosnku przez miesiąc budził we mnie odruch wymiotny. Czemu to piszę? No, bo nie ma tytaj żadnej reguły, a prawdy to już nie ma w ogóle. I to by było na tyle.
wedkoholik
No bo ja całkiem do końca nie napisałem. Chodziło mi w tym wypadku o efekt handlowy. Tu oczywista mówię o tej zanęcie z galaretkami i tofii. Jak napiszesz odpady z produkcji, to nikt nie kupi takiej zanęty (no może prawie nikt). Ale prawda jest taka, że właśnie nalepsze rybne bajadery (czytaj zanętowe przysmaki) można zrobić z odpadów cukierniczo piekarniczych. I to jest niby dziwne, ale tak jest. Jeśli zrobi to właśnie jakiś producent i powie to w recepturze wprost, to większość tego nie kupi. Bo każdy od razu zastanawia się co tam za śmieci nawrzucano. Ale jeśli samemu przejdziesz się do zakładów i uda się od nich wydębić odpady z konkretnych ciast i wyrobów, to można zrobić z tego rybi super ósmy cud świata. Sprawa jest więc trochę skomplikowana i w zasadzie polega na naszym ograniczonym zaufaniu, do tego co nam w sklepach wciskają. To jest z pewnością efekt wielokrotnego nabijania klientów w butekę lub przynajmniej tekie próby robione przez lata. Większość już na zimne dmucha. Podałeś, że niektórzy nie chcieli Cię wpuścić na linie produkcyjne, a inni nie mieli nic do ukrycia. Od Stilla ja również miałem zachętę do odwiedzin, gdy potrzebowałem foty ich wyrobów do artykułów. Jakoś nigdy nie zawiodła mnie ta firma swoimi wyrobami. Natomiast kupiłem produkt Gut-mixa, który rzekomo miał być makuchem słonecznikowym, a w rzeczywistości były to zmielone łuskwiny słonecznika. Jedno z dwóch, albo Pan Gutkiewicz nie wie co to są makuchy w co wątpię, albo nabija nas w butelkę. Nie jestem gołosłowny i mogę dostarczyć Ci zamknięte jeszcze opakowanie. Osobiście lubię i są porządne mieszanki milenium Dragona, ale pewnie to zbieg okoliczności, bo te nie są w wiaderkach. Z bardzo wielu z nich korzystam. Co do podawania receptur nawet w formie składników, bez podawania ich udziału, to mam mieszane uczucia. Bo oczywiście, że nie mam nic przeciwko takiej procedurze, ale to co mogło być normalne w latach osiemdziesiątych, to nie dziś. Dziś ujawnienie jednego ze składników, może mieć znaczący wpływ na zmniejszenie sprzedaży przez powstanie konkurencyjnego towaru. Choć z drugiej strony, sam dobrze wiem, że podanie np. słowa biszkopt niczego jeszcze nie mówi. Dla przykładu jeśli kupisz biszkopt jako dodatek u Gutka, Marcela, czy Dragona, to każdy z nich będzie inny, a i u niektórych jeszcze występuje w wielu odmianach. Na dodatek np. DAM produkował biszkopt Kremkusa, który całkowicie różnił się od jakichkolwiek obecnie sprzedawanych na rynku i miał według mnie zalety niepowtarzalne (szkoda że był, a nie jest). Tak więc trudno mi nie bronić tych, którzy skrywają swoje receptury przed oczami innych, a z drugiej może i masz rację, że to trochę przesada i umożliwia oszustom wprowadzanie na rynek tandety. Ale napewno życzyłbym sobie napisu, że produkt jest konsumpcyjny i nieszkodliwy. Jeśli masz kłopoty z przygotowywaniem śmierdzących zanęt i przynęt, to nic prostrzego jak umówić się z wędkoholikiem. Ania nigdy nie zrobiła cichych dni, a raczej pomogła w wykonaniu jakiś tam śmierdziuchów. Ja jakoś nie mam odruchów o których pisałeś, nawet gdy te czosnkowe świństwa brałem przez dwa tygodnie po kilka razy dziennie na przeziębienie. Miałem już ich dosyć, ale udawało mi się to znosić bez odruchów obronnych organizmu. No i na koniec muszę się z Tobą zgodzić, że nie ma ani idealnych recept i reguł twórczych, ani całkowitych prawd w tej tematyce. Ja w swej wypowiedzi chciałem zasygnalizować jakie są lub bywają spostrzeżenia i jakie mogą być różnice w patrzeniu na te sprawy.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
Prosze zaloguj się i dodaj komentarz.

Komentarze
Zanęty. Nie dajmy się nabijać w butelkę
Dodane przez RyCho w dniu - 2007-05-02 11:46:26
myślę że nam wędkarzom należy się informacja o składzie zanęty. taka już jest na puszkach karmy dla kotów, psów. Ja odpuścił bym nawet skład procentowy. Na torbach z zanętą jest dużo miejsca na informację.
Zanęty. Nie dajmy się nabijać w butelkę
Dodane przez Grzegorz557 w dniu - 2008-05-30 12:09:05
owszem, kiedyś robiłem zanętę na leszcze sam, była nawet skuteczniejsza niż kupna ale w końcu postanowiłem sprawdzić koszty 
no i co wyszło? 
prawie 2 x droższa od kupnej 
w sklepie wszystko jest dośc drogie, bułka tarta, płatki owsiane, mąka kukurydziana i kasza 
już nie mówię o dodatkach ze sklepu wędkarskiego 
np kopra melasa czy mielony biszkopt 
to zabawa dla hobbystów bez ograniczeń finansowych 

Powered by AkoComment 2.0!

 
 
 
Up Up
W portalu stosujemy pliki cookies w celach statystycznych. Korzystanie z witryny ze standardowymi ustawieniami przegladarki oznacza, że będa one umieszczane w Twoim urzadzeniu końcowym.
Kontynuacja przegladania portalu bez zmiany ustawień oznacza akceptację użycia plików cookies. Więcej w "Regulaminie korzystania z WCWI".