|
Nie wszystkich odstręczają od Wisły wyloty kolektorów
odprowadzających ścieki komunalne. Przede wszystkim nie odganiają ryb - wprost
przeciwnie, poniżej zrzutów miejskich zanieczyszczeń roi się od
nich.
Mnóstwo tu jadalnych drobin, którymi żywi się drobnica, w osadach dennych
bujnie kwitnie życie bezkręgowców, które pożerane są przez większe leszcze,
krąpie, jazie, brzany i certy. Na białą rybę polują szczupaki, sandacze, sumy,
bolenie...Każdy wylot kolektora, zwanego przez warszawiaków "berglem", gromadzi
także stałą ekipę wędkarzy. W sezonie wielu z nich łowi tutaj codziennie,
niektórzy nawet rozbijają w pobliżu namioty i spędzają po kilka czy kilkanaście
dni. Trafiają się bezrobotni i renciści, dla których sprzedaż złowionych ryb na
pobliskich bazarach bywa poważnym zastrzykiem finansowym. Stałymi bywalcami
bywają także wiecznie spragnieni panowie, którzy pieniądze za ryby przeznaczają
na kolejne owocowe winka.
Przy ujściach kolektorów można także spotkać rasowych wędkarzy, ubranych we
wspaniałe kamizelki, trzymających w rękach najdroższe wędziska. Dla możliwości
złowienia kilku dorodnych ryb gotowi są stać w smrodzie i co chwila zdejmować z
zestawów obrzydliwe farfocle. Wszyscy powtarzają, że do smrodu nos przyzwyczaja
się błyskawicznie, a takich łowisk na próżno szukać by gdzie indziej. Tu ryby są
niemal zawsze - można wpaść na godzinę dwie po pracy, przed robotą, w sobotę czy
w niedzielę.

Bywają dni, gdy brań jest bez liku. Nikogo tu nie dziwi
pełna siata leszczy, kilka wielkich brzan,
kilkanaście cert. Każdy "bergiel" ma też swoich "sumiarzy". Kilkunasto i
kilkudziesięciokilowe sumy żerują tu regularnie na obficie zgromadzonej
drobnicy. Łowione są na spinning, na żywca, na pęczki dżdżownic. Szczególnie
wielkim powodzeniem cieszy się wysunięty do połowy Wisły kolektor burakowski. W
sierpniu, podczas zejścia wielkiej wody, z burzowca i z przypływających tu
codziennie wędkarskich łodzi oraz z pontonów złowiono kilkadziesiąt tych
wąsatych ryb. Zdarzały się sztuki czterdziestokilogramowe.
Każdy z bywających tu od lat wędkarzy albo sam miał na kiju, albo przynamniej
widział hol
dwumetrowego suma. Piszący te słowa może swoją
reporterską i wędkarską reputację położyć na szali i przysiąc, że na warszawskim
odcinku Wisły żyją sumy mierzące około trzech metrów i ważące ponad setkę. W
1994 roku taka bestia spaliła mu kołowrotek w pobliżu "bergla" pod bielańskim
klasztorem. W ubiegłym roku obserwował podobną przygodę przy wylocie burzowca
spod ul. Karowej. Latem w okresach intensywnych żerowań ryb pod kolektorami bywa
tak tłoczno, że wędkarze stykają się łokciami. Ryby z Wisły już nie śmierdzą.
Trudno jest je odróżnić od ryb z najczystszych wód. Potwierdza to tezę, że dziko
płynąca rzeka potrafi dać sobie radę z ogromnym ładunkiem zanieczyszczeń.
Skądinąd jednak wiadomo, że w mięsie wiślanych ryb odkładają się metale ciężkie,
substancje rakotwórcze oraz inne toksyny. Zdaje się to nie naruszać dobrego
nastroju tych, którzy ryby te spożywają.
Nie wszyscy amatorzy wędkarstwa gromadzą się u wylotu kolektorów ściekowych.
Na warszawskim odcinku Wisły - od ujścia Pilicy aż po Wyszogród - łowią tysiące
ludzi. Powyżej miasta i kilkanaście kilometrów poniżej Warszawy można znaleźć
tereny wyglądające niczym rezerwat przyrody. Dla wędkarzy bywa to istny raj -
żadnego "wiślaka" nie dziwi ośmiokilowy sandacz, czterokilogramowa brzana, metrowy
szczupak czy nawet piętnastokilowa tołpyga. Wielu sądzi nawet, że - mimo
ogromnego ładunku zanieczyszczeń - jest Wisła najrybniejszą rzeką nowoczesnej
Europy. I trudno to wykluczyć...  Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Prosze zaloguj się i dodaj komentarz. Powered by AkoComment 2.0! |